Blog > Komentarze do wpisu

Nowe mieszkanie

Szukamy mieszkania do wynajęcia. Kiedy już coś nam się spodoba, dzwonię i od razu pytam, czy zwierzaki są akceptowane, bo mamy psa i kota (tak, przyznaję i trochę mi wstyd - zatajam w tych rozmowach jednego kota, bo "pies i kot" powiedziane tak szybko jak się da, brzmi jakoś bezpieczniej niż "pies i dwa koty"). I jakoś tak żaden z agentów i wynajmujących nie zapytał jeszcze o tego nieszczęsnego kota. Wszystkich interesuje pies.

Podstawowe pytanie: - Duży czy mały?

Kiedy mówię, że husky, słyszę głębokie westchnienie. Nie czekając na kolejne pytania, wyliczam: - Dorosła suka, spokojna, nie niszczy, nie wyje.

Wczoraj oglądaliśmy dwa mieszkania. Oczywiście na oglądanie chodzimy z Dziewczynką.

Mieszkanie pierwsze:

Bardzo przestronne dwa pokoje, duży balkon, fajna kuchnia, łazienka wielkości salonu. Super. Do tego bardzo dobra cena. Siadamy w salonie na kanapie, właściciel na krześle. Dziewczynka rozkłada się na dywanie.

- Rozumiem, że w razie czego te dywany można będzie zabrać? Wie pan, przy tym psie, to dywan nie jest dobrym rozwiązaniem... - tłumaczę.

- A co z parkietem? - właściciel jest chyba zaskoczony. Ja też.

- To znaczy? - odpowiadam pytaniem na pytanie.

- No, czy pies nie zniszczy. Niektóre psy strasznie drapią.

- Nasz nie drapie - mówimy zgodnie. Dziewczynka wstaje i wyraźnie zaczyna się niecierpliwić. Ciągnie mnie w kierunku wyjścia. Właściciel kontynuuje:

- Bo wiedzą państwo, to nie byle jaka podłoga. To jest drewno. Biała brzoza!  Z importu! Osobiście sprowadzałem. I ja nie chciałbym, żeby to zniszczone zostało! I proszę państwa to jest tak, że mi się też klienci spodobać muszą. Byle komu nie wynajmę. Bo tu tacy byli przed państwem, bardzo zainteresowani, ale zaczęli mówić: "to trzeba wyrzucić, tamto przestawić, tamto wynieść". To ja im powiedziałem, że jak swój dom będą mieć, to wtedy rządzić się będą!

Dziewczynka zaczyna popiskiwać. Wychodzimy. Żegnamy się miło. 

Mieszkanie drugie.

Trzy niewielkie pokoje. Salon połączony z kuchnią. Staroświecka boazeria prawie na wszystkich ścianach. Łazienka w kafelkach chyba sprzed trzydziestu lat. I niemiłosierny bałagan.

- Proszę sobie wyobrazić, że tego wszystkiego tu nie ma! - właściciel gorliwie przeprasza za porozrzucane rzeczy i ogólny chaos. Wyprowadza się właśnie.

Oglądamy. Właściciel opowiada o swoim psie. O tym, że już dawno by się wyprowadził, ale nie chciał psu staruszkowi rewolucji w życiu robić. Pies nie żyje od kwietnia ubiegłego roku. W przedpokoju jeszcze smycz wisi. W kuchni jest psia miska. W małym pokoju ściana obryzgana śliną (w końcu to był bokser).

Chyba znaleźliśmy nowy dom. 

środa, 11 lipca 2012, katarzynahenryka

Polecane wpisy

Komentarze
2012/10/21 03:30:24
Warto zaglądać na strony typu nieruchomości. Multum ciekawych ofert.