RSS
środa, 29 lutego 2012

Wyszłyśmy z Dziewczynką zza rogu bloku. Młoda kobieta z nieznanym nam psem - czarnym, kudłatym kundelkiem sięgającym połowy łydki - wpadła w panikę. 

- O Boże! Black! Spokój! - krzyczała na swojego psa, który w tym samym momencie zawisł na smyczy centymetr nad ziemią. 

Dziewczynka, a jakże, natychmiast się zainteresowała wiszącym w dziwnej pozycji kolegą.

- Nie! Nie! Pogryzą się! - wpadała w coraz większą panikę pani Blacka.

- Nie wygląda na agresywnego... - wtrąciłam. Psy zaczęły się obwąchiwać.

- Nie on, nie. To ona zaraz go ugryzie! - wypaliła, a Black znowu zawisł nad ziemią.

- Nie ugryzie - zapewniłam.

- Każdy tak mówi, a potem wszystkie psy go gryzą! - kobieta była bliska rozpaczy. Bo - jak opowiedziała, pogryzły go już jakiś jamnik i kundel. - O! O! A nie mówiłam! - wrzasnęła, kiedy Dziewczynka wykonała gwałtowniejszy ruch, chcąc zachęcić nowego kolegę do zabawy. Black znowu poleciał do góry. 

- Nic złego się nie dzieje - powiedziałam.

Kobieta, wyraźnie zdesperowana, wcisnęła smycz stojącej obok, milczącej koleżance:

- Ty go prowadź. To mój pierwszy pies w życiu i ja normalnie tego nie ogarniam...

09:43, katarzynahenryka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lutego 2012

Błoto niemiłosierne. Dziewczynka ma cieczkę. Z nieba leci coś pomiędzy śniegiem, a deszczem. Muszę kupić zieloną wstążeczkę satynową. Przed pasmanterią nie ma miejsca na zostawienie Dziewczynki. Wchodzimy więc razem.

- Dzień dobry, możemy? Poproszę 8 metrów najcieńszej, zielonej wstążki - mówię jednym tchem, jednocześnie sadzając Dziewczynkę na podłodze wyściełanej kartonami.

Ekspedientka po chwilowej konsternacji ożywia się, kiedy Dziewczynka obwąchując nowe miejsce, zbliża nos do szklanej lady z guzikami:

-Tylko niech mi ten pies nosem tu szkła nie dotyka, bo tu dzieci przychodzą i..., i rączkami dotykają! Yyyy... która zieleń ma być?

Bo trzymanie smyczy zmienia punkt widzenia.

Bo pies sprawia, że dostrzega się rzeczy dotąd niedostrzegane.

Bo szkoda, żeby to wszystko gdzieś umknęło, przepadło.

Dziewczynka* to "prawie husky". Jest z nami od grudnia 2010 roku. Przyjechała ze mną z Zakopanego. Tak, kupiłam ją od handlarza na ulicy. Właściwie sama poprosiła, żeby zabrać ją stamtąd. Otworzyła nosem torbę, w której była zamknięta i zaczęła lizać mnie po rękach.  Miałam 150 zł. I tyle zapłaciłam za Dziewczynkę. 

Za nami praca w psim przedszkolu, na kursie posłuszeństwa, jedna porządna ucieczka, kilka podróży. Może czasem będę wracać do tych starych historii. 

*Imiona psów, które będą pojawiać się na tym blogu (także imię Dziewczynki), są zmienione.

11:40, katarzynahenryka
Link Dodaj komentarz »