RSS
środa, 06 czerwca 2012

Nie lubię odpowiadać na pytania typu: - Ojej, jaki piękny piesek, a co to za rasa?

Jeśli chcę mieć spokój - mówię, że husky. Jak chce mi się odpowiadać na kolejne pytania - że kundelek.

Ale za to zawsze złośliwie milczę, kiedy ktoś próbuje sam zgadnąć: - To jest ten, no, jak one się nazywają....

Bo "zgadywacze" bywają genialni w swoich pomysłach. 

Na przykład takich:

- Ona z tych mulamatów jest?

- O, owczarek husky!

- To york? (sic!)

- Wilczur?

Są jeszcze "eksperci", którzy zaglądają Dziewczynce głęboko w oczy:

- Ooooo, brązowe oczka, znaczy nie jest oryginalnym husky...

- Dwa różne oczka ma? Nie? Oj, to jakiś mix...

Tytułem uzupełnienia: Dziewczynka ma w psim paszporcie wpisane: mix. Bo nie znam jej prawdziwego pochodzenia. A, i żeby nie było, że się mądrzę za bardzo: jeszcze dwa lata temu z psich ras znałam tylko jamniki, owczarki niemieckie i dalmatyńczyki (bo bajka o nich była). No i dobermany - bo moja koleżanka z podstawówki miała piękną dobermankę Agę.

12:49, katarzynahenryka
Link Komentarze (4) »
piątek, 01 czerwca 2012
poniedziałek, 21 maja 2012

Wieczór. Robi się już szaro, wracam z Dziewczynką ze spaceru nad potokiem. Mijamy stawy. W szuwarach leży martwa kaczka. Dalej kolejna. 

Spotykamy starszego pana z małym pieskiem.

- Widziała pani coś może? Podobno tu jakiś zwierz grasuje i kaczki zagryza. Dwie tu leżą martwe... - zagaił.

- Zwierz? Wiem, że piżmaki tu są, ale one na kaczki nie polują (tak, wiem o piżmakach trochę, bo Dziewczynka ma niestety jednego na sumieniu - upolowała sobie zimą). Może to psy te kaczki dopadły - wciągnęłam się w rozważania nad leżącym w stercie piór kaczorem.

- Wie pani, jak tu stałem, to coś chlupnęło i dało nura pod wodę. Nie zdążyłem zobaczyć dokładnie, ale chyba właśnie wciągnęło kolejną kaczkę pod wodę...

No teraz to naprawdę powiało grozą... Zaczęłam wpatrywać się w staw, gdzie tajemniczy zwierz miał porwać w toń kolejnego ptaka. Właściciel małego pieska kontynuował:

- Ja to nawet zasięgnąłem języka u miejscowych wędkarzy. I oni mówią, że ktoś tu trzydzieści żółwi wypuścił. I norki amerykańskie... Coś musi być na rzeczy. No, to idziemy... Dobrego wieczoru!

 

 

wtorek, 15 maja 2012

Jedziemy do domu

Grudzień 2010. Pociąg relacji Zakopane-Warszawa. Mam Dziewczynkę od ledwie godziny, nie ma nawet jeszcze imienia.

sobota, 12 maja 2012

Dzień pierwszy. Leniwy wieczór. M. przerzuca kanały w telewizorze. Podchodzi do niego Dziewczynka.

- Była dziś grzeczna? - pyta M.

- Bardzo! Od paru dni zachowanie psa wzorowe. Przychodzi na każde zawołanie - pochwaliłam psinę.

M. wycelował w Dziewczynkę pilota. 

- Pstryk! Wyłączyłem psu grzeczność!

***

Dzień drugi. Poranny spacer. Dziewczynka zwiała z parku na osiedle żreć chleb pod balkonami. 

wtorek, 08 maja 2012
środa, 25 kwietnia 2012

Mijałyśmy z Dziewczynką gromadę dzieciaków wracających ze szkoły. Jeden z chłopców podbiegł do Dziewczynki i zaczął ją głaskać.

- Musisz ugryźć ją w ucho! - krzyknął jego kolega. 

- Nie muszę. Lubi mnie! - powiedział cicho chłopiec i pobiegł za ferajną. 

Cała ta sytuacja jest zrozumiała tylko dla tych, którzy widzieli kanadyjsko-amerykański film "Śnieżne psy"(motyw gryzienia w ucho przewija się przez cały film - to sposób na ujarzmienie haszczaka o imieniu Demon). Akurat leciał przedwczoraj na "jedynce", więc dzieciaki były na bieżąco. Ja na szczęście też;)

wtorek, 17 kwietnia 2012

Od czasu do czasu widuję starszego pana z czekoladowym labradorem. Pies zawsze jest na smyczy, a pan schodzi z drogi na widok innych psiarzy. Dziś odkryłam sekret ciągłego uwiązania psa. I bynajmniej nie jest to - jak mi się wydawało na odległość - agresja.

Pan z czekoladowym psem szedł chodnikiem na wprost nas. Musieliśmy się minąć w bliskiej odległości, zejście poza krawężnik oznaczałoby ugrzęźnięcie w błocie po kostki. Dziewczynka na widok uroczego kolegi runęła na ziemię łapami do góry. Starszy pan natychmiast odciągnął swojego psa, a do mnie rzucił z dezaprobatą:

- Pozwala jej pani tak kłaść się w błocie? Całą podłogę czarną będzie pani w domu miała.

(No tak. Czekoladowy labrador rzeczywiście lśnił czystością. A na Dziewczynce, po kilkukrotnym wyłożeniu się na ziemi i szaleństwach z psimi kumplami, nie było nawet kawałka białego futerka. Pan miał rację - teraz to podłoga w domu jest czarna. Ale jakoś mi nie żal)

11:34, katarzynahenryka
Link Komentarze (5) »
sobota, 14 kwietnia 2012

Dziewczynka po sterylizacji nosiła* ochronne ubranko w kolorze khaki. Wczoraj podczas spaceru z Panem, jakieś dziecko wykrzyknęło na jej widok z wyraźną nutą zachwytu w głosie:

- Mamo zobacz, pies! Wojskowy! 

*Piszę nosiła, bo właśnie wróciłyśmy od weta - szwy zdjęte, koniec ubranka i koszmarnego, plastikowego kołnierza. Niech żyje wylizywanie brzucha!

poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Dziewczynka po sterylce ma się coraz lepiej. Oczywiście w swoim kubraczku chroniącym szwy zwraca uwagę wszystkich. Co chwilę więc ktoś zadaje sakramentalne pytanie: "A co się stało?"

I tu się zaczyna. 

Sąsiad z piętra: - Tacy miłośnicy zwierząt, tak? I co?! Suczkę radości macierzyństwa pozbawili! Taką krzywdę zrobić psu!

- Proszę pana, a co potem z tymi szczeniaczkami? - próbowałam się bronić.

- Aaaa! Odchować trzeba! Wysiłku trochę włożyć, a nie na łatwiznę taką iść!

Dalej dyskutować mi się już nie chciało. Inni zwolennicy opcji, że "każda suczka przynajmniej raz powinna mieć małe", są na szczęście bardziej opanowani. Kończy się na poklepywaniu Dziewczynki, kiwaniu głową i powtarzaniu: "Biedactwo".

Na szczęście Ci, którzy rozumieją, są w większości. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie.