RSS
wtorek, 03 kwietnia 2012

Starszy pan spotkany na osiedlu: - A kiedy będzie miała pani małe pieski? Bo ja od razu się piszę na jednego. Moje wnuki marzą o takim "haskim"...

Małych piesków nie będzie. Chociaż wiem, że byłyby najpiękniejsze na świecie. Jutro Dziewczynka idzie na sterylizację. Bo wierzę tym, którzy mówią, że tak dla psa lepiej. A małych piesków bez domu jest aż nadto - "haskich", "nie-haskich", do wyboru, do koloru. 

Pewnie, że się boję. Trzymajcie kciuki.

15:56, katarzynahenryka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 marca 2012

Wsiadłam z Dziewczynką do windy. Dosiadł się sąsiad z kilkuletnią córeczką. Byłam pewna, że mała, jak większość dzieci, będzie koniecznie chciała pogłaskać Dziewczynkę. Tymczasem...

- Koty są fajniejsze! - stwierdziła.

- Koty i króliczki - dodał tata.

- Ja też mam dwa koty w domu - próbowałam jakoś odnaleźć się w sytuacji. Dziecko natychmiast się ożywiło:

- No to, tatusiu, weźmy kotka! Proszę! 

- A kto się będzie nim zajmował? - tatuś wszedł w moralizatorski ton.

- Ja! Pozwolę mu bawić się moimi zabawkami!

- A kto będzie karmił? - tata nie dawał za wygraną.

- (po krótkiej konsternacji) Kupisz mu karmę dla kotów! - odparło dziecko. Winda zatrzymała się na parterze.

10:03, katarzynahenryka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 marca 2012

Dziewczynka znalazła w krzakach rozsypany chleb. Była akurat bez smyczy, co oznaczało, że wróci do mnie dopiero, jak zeżre wszystko. No oczywiście mogłabym pobiec jeszcze w te krzaki i osobiście "przejąć" chleb - tylko wtedy żarłaby jeszcze szybciej, żeby zdążyć wyczyścić wszystko, nim dobiegnę. Odwróciłam się więc i zaczęłam iść w drugą stronę.

Zareagował pan owczarkowatego Buby.

- Musi pani ją korygować!

- Co robić? - udałam, że nie dosłyszałam.

- Korygować. No nie pozwolić jej.

- Oczywiście, powinna biegać w kagańcu - dla świętego spokoju przytaknęłam.

- Nie, nie, kagańce i kolczatki to nie są metody. Trzeba pozytywnie korygować! - powiedział tonem znawcy.

- Czyli jak? - zapytałam z nadzieją, że oto pan Buby zdradzi mi jakąś tajemną sztuczkę, dzięki której mój pies już zawsze będzie posłuszny.

- No ćwiczyć trzeba z psem - odparł i zawołał Bubę. Buba przybiegł. - Dobry pies! - pan Buby triumfował. Dziewczynka skończyła żreć. 

- Do mnie! - krzyknęłam. Przybiegła pędem siadając radośnie przede mną. - Dobry pies, dobry...

(I tytułem wyjaśnienia. Ćwiczę z psem. Dziewczynka doskonale wie, że znalezionych rzeczy żreć nie wolno. Kiedy jest na smyczy, teatralnie przechodzi obok wszelkich znalezisk z uniesionym wysoko pyskiem, zerkając przy tym na mnie, czy na pewno widzę, jaka jest grzeczna. Kiedy jest bez smyczy, zwykle wygląda to tak, jak powyżej. Pan Buby trochę mnie wkurzył swoimi uwagami, no ale... Dziś Dziewczynka biegała z ciągnącą się za nią 10-metrową linką. Kiedy znalazła chleb, miałam szansę na KOREKTĘ;))

 

 

-  

sobota, 17 marca 2012

Wyszłam do sklepu. Bez psa. Jakiś pan, mijając mnie, nagle wykrzyknął:

- Ojej! Dzień dobry! Nie poznałem pani bez psa! 

- Dzień dobry - powiedziałam niepewnie, próbując sobie przypomnieć, skąd się znamy. No tak. Wszystko jasne. Sąsiad z trzeciej klatki. Też akurat bez psa. 

22:47, katarzynahenryka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 marca 2012

Już dawno miałam zapytać w pewnym klubie bilardowym, czy można pojawić się tam z psem (na drzwiach nie ma żadnego zakazu). Zapytałam wczoraj.

- Nie! To, proszę pani, jest lokal gastronomiczny - odpowiedziała nieco zdziwiona moim pytaniem barmanka (bo przecież podają do piwa grzanki, frytki i flaki ze słoika).

- Są lokale gastronomiczne, gdzie psy mają wstęp - postanowiłam nie odpuszczać.

- Ale to nie wszystkim gościom się będzie podobało, że jakiś pies tu będzie sobie biegał - kontruje pani.

- Nie będzie biegał. Będzie grzecznie leżał przy mnie - tłumaczę.

- No to chyba, że będzie go pani na kolanach trzymać - ustąpiła barmanka.

- A przy stoliku leżeć nie może?

- Tylko na kolanach. Jeden pan tu z psem małym przychodzi i na kolanach go właśnie trzyma.

- Mój mały nie jest.

- No to nie może.

 

niedziela, 04 marca 2012

Reakcje na cieczkę Dziewczynki są różne. Reakcje oczywiście pojawiają się w momencie, kiedy psi kawaler kierowany niezawodnym węchem, nie bacząc na wołania właściciela, znajdzie się przy Dziewczynce. Kolejność reakcji przypadkowa:

- No kolego, chodź. W domu puszczę ci przyrodniczy film.

- Za wysokie progi! (do yorka dzielnie wspinającego się do ogona Dziewczynki)

- Ona widzę chętna, o on chętnie by pomógł!

- Spokojnie, mój kastrowany! Poliże sobie najwyżej!

- No i na lizanku się skończy mój drogi!

- Ambrozja bogów, tak? No przykro mi, nic z tego.

- Ty za stary jesteś na takie rzeczy.

- Dzieci byś chciała mieć? Biedactwo! No mój ci nie pomoże, bo nie ma już czym.

- Cieczkę ma?! No to czemu pani z daleka nie krzyczy!

- No i koniec wolności na dziś (przypinając smycz kawalerowi).

- Fe! Fe! Feeee!!!!

środa, 29 lutego 2012

Wyszłyśmy z Dziewczynką zza rogu bloku. Młoda kobieta z nieznanym nam psem - czarnym, kudłatym kundelkiem sięgającym połowy łydki - wpadła w panikę. 

- O Boże! Black! Spokój! - krzyczała na swojego psa, który w tym samym momencie zawisł na smyczy centymetr nad ziemią. 

Dziewczynka, a jakże, natychmiast się zainteresowała wiszącym w dziwnej pozycji kolegą.

- Nie! Nie! Pogryzą się! - wpadała w coraz większą panikę pani Blacka.

- Nie wygląda na agresywnego... - wtrąciłam. Psy zaczęły się obwąchiwać.

- Nie on, nie. To ona zaraz go ugryzie! - wypaliła, a Black znowu zawisł nad ziemią.

- Nie ugryzie - zapewniłam.

- Każdy tak mówi, a potem wszystkie psy go gryzą! - kobieta była bliska rozpaczy. Bo - jak opowiedziała, pogryzły go już jakiś jamnik i kundel. - O! O! A nie mówiłam! - wrzasnęła, kiedy Dziewczynka wykonała gwałtowniejszy ruch, chcąc zachęcić nowego kolegę do zabawy. Black znowu poleciał do góry. 

- Nic złego się nie dzieje - powiedziałam.

Kobieta, wyraźnie zdesperowana, wcisnęła smycz stojącej obok, milczącej koleżance:

- Ty go prowadź. To mój pierwszy pies w życiu i ja normalnie tego nie ogarniam...

09:43, katarzynahenryka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lutego 2012

Błoto niemiłosierne. Dziewczynka ma cieczkę. Z nieba leci coś pomiędzy śniegiem, a deszczem. Muszę kupić zieloną wstążeczkę satynową. Przed pasmanterią nie ma miejsca na zostawienie Dziewczynki. Wchodzimy więc razem.

- Dzień dobry, możemy? Poproszę 8 metrów najcieńszej, zielonej wstążki - mówię jednym tchem, jednocześnie sadzając Dziewczynkę na podłodze wyściełanej kartonami.

Ekspedientka po chwilowej konsternacji ożywia się, kiedy Dziewczynka obwąchując nowe miejsce, zbliża nos do szklanej lady z guzikami:

-Tylko niech mi ten pies nosem tu szkła nie dotyka, bo tu dzieci przychodzą i..., i rączkami dotykają! Yyyy... która zieleń ma być?

Bo trzymanie smyczy zmienia punkt widzenia.

Bo pies sprawia, że dostrzega się rzeczy dotąd niedostrzegane.

Bo szkoda, żeby to wszystko gdzieś umknęło, przepadło.

Dziewczynka* to "prawie husky". Jest z nami od grudnia 2010 roku. Przyjechała ze mną z Zakopanego. Tak, kupiłam ją od handlarza na ulicy. Właściwie sama poprosiła, żeby zabrać ją stamtąd. Otworzyła nosem torbę, w której była zamknięta i zaczęła lizać mnie po rękach.  Miałam 150 zł. I tyle zapłaciłam za Dziewczynkę. 

Za nami praca w psim przedszkolu, na kursie posłuszeństwa, jedna porządna ucieczka, kilka podróży. Może czasem będę wracać do tych starych historii. 

*Imiona psów, które będą pojawiać się na tym blogu (także imię Dziewczynki), są zmienione.

11:40, katarzynahenryka
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3